Strona Główna ˇ Forum ˇ Linki ˇ Podziękowania
O Michale
Sylwetka
Wywiady
Artykuły
Autograf
Pozdrowienia
Galeria
Reprezentacja
Klub
Prywatne
Z kibicami
Inne
Multimedia
Tapety
Avatary
Filmiki
Muzyka
Przyjaciele
Oficjalna strona Fabiana Drzyzgi

Oficjalna Strona Jakuba Jarosza

Oficjalna strona Pawła Zagumnego

Mariusz Wlazły - nieoficjalna strona

Nieoficjalna Strona Piotra Gruszki





Oficjalna strona Marcina Wiki



Bartosz Gawryszewski - oficjalna strona



Oficjalna strona Macieja Dobrowolskiego

Oficjalna strona Asi Kaczor

Nieoficjalna strona Bartosza Kurka

Oficjalna Strona Marcela Gromadowskiego



Oficjalna strona Krzysztofa Wierzbowskiego

Strona Krystyny Tkaczewskiej

Kolekcja koszulek siatkarskich

Katalog stron Cares

katalog stron

katalog stron internetowych

Katalog Stron WWW - www.webtree.pl

http://djnov.x.pl/

Katalog stron

Katalog Hybryda
Prasa


Michał Bąkiewicz: Mogłem wszystko rzucić w diabły
Nie załamały mnie niepowodzenia. A przecież mogłem dać sobie spokój, rzucić to wszystko w diabły - mówi "Przeglądowi Sportowemu" Michał Bąkiewicz, skrzydłowy reprezentacji Polski i PGE Skry Bełchatów.

PRZEGLĄD SPORTOWY: W sobotę odebrał pan nagrodę dla najlepszego polskiego siatkarza w 2009 roku. Siatkarskie Plusy, wręczane dopiero po raz trzeci, to już prestiżowe trofeum, czy jednak tylko miłe wyróżnienie?

MICHAŁ BĄKIEWICZ: Bardzo prestiżowe. Może nie ma długiej tradycji, ale jest miarą tego, co osiągnęło się przez poprzednie 12 miesięcy. Mówi się, że mierzy także popularność, bo przecież ostatecznego wyboru dokonują kibice, ale wcześniej nominacje przyznaje sztab złożony z ekspertów. I dla mnie samo znalezienie się w gronie pięciu nominowanych było sukcesem. Siatkarskiego Plusa naprawdę się nie spodziewałem.

PS: Pan też oddał głos w plebiscycie?

Nie, ale wiem, że rodzina i sporo znajomych wzięło w nim udział. Ja miałbym za duży kłopot, kogo wybrać. Wszyscy nominowani zasłużyli na to wyróżnienie, wszyscy sporo osiągnęli.

PS: Pana droga na szczyty nie była usłana różami.

Dlatego teraz odczuwam większe szczęście i satysfakcję. Nie załamały mnie niepowodzenia. A przecież mogłem dać sobie spokój, rzucić to wszystko w diabły. Poszedłem jednak własnym torem, zagryzłem wargi i walczyłem
o swoje.

PS: Który okres był dla pana najtrudniejszy?

Sam nie wiem... Pierwszy sezon po przyjściu do Skry był bardzo trudny. Nigdy nie żałowałem decyzji, by przenieść się do Bełchatowa, ale... grałem wtedy bardzo mało. A ja bardzo chciałem grać i liczyłem na więcej. Cierpliwie czekałem na swoją szansę i wyszło na moje. To potwierdza, że solidna praca i ambicja zawsze dają dobre efekty.

PS: Myślałem, że wspomni pan okres, gdy grał pan w rękawiczkach i miał poważne kłopoty z krążeniem?

A ja myślałem, że w pytaniu chodzi o stronę sportową. Powiedzieć, że przez kłopoty zdrowotne miałem trudny okres w życiu, to... nic nie powiedzieć. Zjechałem wtedy Polskę wzdłuż i wszerz, otrzymałem kilkanaście różnych opinii lekarskich, ale nikt na dobrą sprawę nie wiedział, co mi było. Przez półtora miesiąca schudłem 10 kg, grałem w rękawiczkach. Na szczęście wreszcie wysłano mnie do lekarza z Włoch i sprawa w dwa dni się rozwiązała.

PS: Mówiono wtedy, że może pan już nie wrócić do siatkówki. Były takie obawy?

Dwóch lekarzy sugerowało mi, żebym odkładał pieniążki na leczenie i dalsze życie. Dziś się z tego śmieję, ale wtedy byłem blady. Teraz żartuję, że najlepszy na odchudzanie jest stres, taki prawdziwy, po wielkich kłopotach życiowych. Wtedy, kiedy traciłem z nerwów na wadze, nie wiedziałem jednak, co się dzieje. To był największy zakręt, najtrudniejszy moment w karierze. Różne rzeczy można przeżywać, ale gdy dowiadujesz się, że możesz nie uprawiać dyscypliny, dla której poświęciłeś młodość i która jest twoim życiem, to zupełnie inna sprawa.

PS: W 2008 roku Raul Lozano nie zabrał pana na igrzyska do Pekinu. Jak bardzo to bolało?

Boleć zaczęło pod koniec 2007 roku, bo Lozano najpierw nie wziął mnie na kwalifikacje olimpijskie do Izmiru. Dziwne to było. Oczywiście każdy trener ma swoją koncepcję i nie mam się co żalić, ale to był potężny cios. Tym bardziej, że informacja o tym, że mam nie jechać na zgrupowanie, przyszła w Wigilię 2007 roku. Wtedy myślałem, że to telefon z życzeniami świątecznymi. Odebrałem z uśmiechem na ustach, a tymczasem poinformowano mnie, że w drugi dzień świąt nie jadę na kadrę. Zabrzmiało jak ponury żart. Argumentem było to, że grzeję ławę w Skrze. Kolejne mecze pokazywały jednak, że w roli, którą od zawsze miałem też w kadrze, się sprawdzam. Czyli w roli rezerwowego. Postanowiłem się nie użalać, to nie byłoby p o męsku. Ale bolało, jeszcze jak.

PS: Czuł pan, że zasłużył na miejsce w kadrze na Pekin?

Do dziś nie rozumiem, dlaczego tam nie pojechałem. I nigdy nie zrozumiem. A doszło jeszcze to, że w związku z kontuzją Sebastiana Świderskiego zostałem, jako jedyny z tych, którzy nie jechali do Pekinu, na ostatni mecz Ligi Światowej w Bydgoszczy. Kibice żegnali wtedy reprezentację przed odlotem, była feta, a ja jako jedyny nie miałem z czego się cieszyć. Czułem się fatalnie.

PS: Przejdźmy do spraw przyjemniejszych. Najmilsze wspomnienie z 2009 roku, poza złotem mistrzostw Europy?

Pamiętam mecz z Dynamem w Moskwie. Był niezły i ważny dla naszego zespołu. Bardzo cenię też klubowe wicemistrzostwo świata wywalczone w Katarze. Nigdy nie będę skoczny jak Mariusz Wlazły, silny jak Bartek Kurek, więc gra w złotej formule była dla mnie wyzwaniem. Wykonaliśmy kawał dobrej roboty dla klubu i dla polskiej siatkówki. Stefan Antiga też nie jest stworzony do tego systemu, a z nami dwoma w szóstce pokonaliśmy mistrza Brazylii i mistrza Rosji. W 2009 roku udowodniłem, że jestem potrzebny klubowi i reprezentacji. Nawet krótko byłem kapitanem kadry, choć mocno się przed tym broniłem. Daniel Castellani przekonał mnie jednak, bym przyjął nominację. A on jest dla mnie bardzo ważnym trenerem, bo przy nim i Jacku Nawrockim zrobiłem ogromny postęp.

PS: Po mistrzostwach świata w Japonii Raul Lozano stwierdził, że pana przyszłość jest tylko na pozycji libero...

Zdarzały mi się na tej pozycji pojedyncze epizody i źle to ponoć nie wyglądało, ale na poważnie tego nie rozważałem. Czuję, że mogę pomóc zespołowi jako pełnoprawny przyjmujący, taki, co zdobywa też punkty. A skoro trener reprezentacji mówi oficjalnie, że byłbym dobry także na innej pozycji? Jest to miłe.

PS: Lozano sugerował raczej, że na pozycji skrzydłowego nie przeskoczy pan pewnych barier i powinien skupić się na polepszeniu gry jako libero. To nic miłego.

Tak? Cóż, ze mną o tym nie rozmawiał. Ale jeśli tak było, to okazuje się, że się mylił. Patrzę na tego Siatkarskiego Plusa i widzę, że nie miał racji. Nawet z przyjmującym z takimi ograniczeniami
w składzie udało się wygrać mistrzostwo Europy.

PS: Na Lozano nie powie pan jednak złego słowa?

Nigdy, bo on w pewnym momencie bardzo mi pomógł i tego mu nie zapomnę. To przecież on załatwił mi tę ważną konsultację lekarską we Włoszech, pomógł wyjść na prostą. Ale sprawę nominacji na Pekin też trudno mi zapomnieć.



źródło: Przegląd Sportowy
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Menu
Redakcja
Kontakt
W subiektywnym obiektywie - felietony
Tabele i wyniki
Terminarze
Buttony
PlusLiga 2008/2009
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Czekamy na WAS!
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 182
Najnowszy Użytkownik: markzelezny

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie